Typologia współlokatorów
Napisany Maj 30, 2010 przez admin
Myślisz, że jesteś miła, sympatyczna i koleżeńska? Myślisz, że odznaczasz się dużą dozą pomocy dla bliźnich? Że nigdy nie zdobyłabyś się na celowe działanie na niekorzyść znajomej osoby? Że kochasz ludzi i chciałabyś jak najmniej czasu spędzać w samotności? I że, ogólnie rzecz biorąc jesteś „do rany przyłóż”? Zamieszkaj ze współlokatorem – zmienisz zdanie.
Jeszcze przed rozpoczęciem studiów mieszkanie z kimś wydawało mi się czymś fantastycznym. Wyprowadzka od rodziców, samodzielne mieszkanie, koleżanka w pokoju, plotki, imprezy, beztroska – jakże to pięknie brzmiało. Współczułam ludziom, którzy decydowali się na pojedynczy pokój w akademiku, czy jeszcze gorzej – kawalerkę! Brrr. Toż to koszmar był wtedy dla mnie. Coś wprost niewyobrażalnego.
Teraz, po przeżyciu ponad połowy studiów, po dzieleniu mieszkania z kilkoma osobami i po wysłuchaniu wielu opowieści o koszmarnych współlokatorkach myślę, że kawalerka to wcale nie jest taki zły pomysł…
Do tej pory w swoim życiu spotkałam się z kilkoma typami współlokatorów:
TYP 1: Dusza Towarzystwa
W obecności sam na sam – do przyjęcia. Typ wesoły, otwarty, wygadany, dobry kompan do wszelkiego rodzaju imprez, biesiad i tym podobnych. Niestety, jak przystało na prawdziwą Duszę Towarzystwa typ ten lubi otaczać się licznym wianuszkiem równie jak on rozchichranych koleżanek, które do przesiadywania szczególnie upodobały sobie pokój Duszy Towarzystwa i – co najgorsze – jej współlokatorki, która przeważnie pomijana jest przy ustalaniu tak przecież błahych z punktu widzenia Duszy Towarzystwa spraw, jak np. nocleg czterech koleżanek przez trzy dni na dwunastu metrach kwadratowych.
TYP 2: Kujon
Przeciwieństwo Duszy Towarzystwa. Kujon, jak to kujon zamiast na imprezach, woli spędzać czas przy książkach. Zamiast wyjść na spacer – przepisywać notatki. Zamiast obejrzeć kolejny odcinek serialu – uczyć się do kolokwium, które będzie za tydzień. Potrzebuje przy tym oczywiście ciszy absolutnej, więc współlokatorka zmuszona jest do słuchania muzyki przez słuchawki, a o serialu na razie może zapomnieć.
TYP 3: Brudas
O ile Duszę Towarzystwa i Kujona można za pomocą różnych technik zmanipulować, tak Brudas jest niemalże niereformowalny. Wychodzi z założenia, że lepiej mieć burdel w pokoju, niż pokój w burdelu i konsekwentnie się go trzyma. Stałym elementem krajobrazu w pokoju Brudasa jest różnokolorowa, trójwymiarowa pleśniowa mozaika na czymś, co kiedyś przypominało jedzenie, sterty naczyń sprzed kilku, bądź kilkunastu dni (wszystko zależy od zaopatrzenia mieszkania w talerze) i sterty nie wyrzuconych śmieci („bo zimno, a do kosza daleko”). Na próby zwrócenia uwagi Brudas reaguje zwykle agresją i oskarżeniami o pedantyzm, tłumaczy się zaś brakiem czasu i posiadaniem zajęć bardziej interesujących, niż sprzątanie. Brudas jest miłośnikiem zwierząt. Pod łóżkiem hoduje roztocza, a między szafką a kaloryferem – karaluchy. Lodówka to już oddzielna historia.
TYP 4: Jedynak
Jeden z najbardziej irytujących typów. Jedynak nie ma żadnych obowiązków, no bo jak to? Zawsze wszystko robiła mama. Przeżywa załamanie nerwowe, kiedy przychodzi na niego pora na sprzątanie (najpierw pozamiatać, czy umyć podłogę?) czy kiedy jest zmuszony do dzielenia z kimś pokoju. Współlokatorka uczy się do sesji? Przecież to nie powód, żeby ściszać muzykę. Skoro ze mną mieszka, niech się dostosuje.
TYP 5: Lalunia
Typ nie tyle denerwujący, co zabawny. Większość miejsca w pokoju zajmują kosmetyki, prostownica i kilogramy ubrań, zwożone za każdym razem, kiedy Lalunia wraca do mieszkania po wizycie w rodzinnym domu. Narzeka zwykle przy tym, że pokój jest za mały na jej dobytek i zawłaszcza niepostrzeżenie i stopniowo kolejne centymetry przestrzeni współlokatorki. Lalunia wstaje wcześnie. Kąpiel, wybieranie odpowiedniej garderoby, prostowanie włosów, makijaż. Do tego MTV włączone na cały regulator, no bo przecież trzeba się rano rozruszać.
TYP 6: Bogacz
Na stancji znalazła się albo po to, żeby nauczyć się „normalnego” życia, albo dlatego, że bogaty tatuś okazał się zwykłym skąpcem i nie chce wynająć córeczce samodzielnego mieszkania. Bogacz studiuje, choć nie musi. Firma rodziców tak, czy siak czeka. Jeśli, nie daj Boże coś złego przytrafi się samochodowi Bogacza, bez zastanowienia rezygnuje on z zajęć i żali się w godzinnej rozmowie przez telefon pierwszej lepszej koleżance. No bo jak tu dostać się teraz na uczelnię? Autobusem? Z plebsem? Nigdy w życiu!
To tylko niektóre z licznie występujących w przyrodzie typów. Najgorsze, ale jednak często spotykane są wszelkiego rodzaju mutacje i skrzyżowania dwóch, trzech, a nawet więcej gatunków. Przebywanie z taką osobą w jednym pomieszczeniu przez dłuższy czas może wywoływać tragiczne w skutkach zachowania współlokatorki, rozstrój nerwowy, a w rezultacie pozostanie w szpitalu przez okres dłuższy niż 7 dni. Wtedy produkt takiego zmutowania Jedynaczki z Brudasem i Bogaczem będzie ścigany z urzędu za spowodowanie trwałego uszczerbku na zdrowiu i zagrożony karą do lat pięciu.
P.S. Pozdrawiam wszystkich, którzy zmuszeni są dzielić pokój ze współlokatorem
Autorka: Monika
Podobne artykuły
Brak podobnych wpisów.
Komentarze (12)

Subskrybuj:
artykuł z pewną dozą humorystyki, przyjemny dla czytelnika. bardzo fajnie się czyta
ps. cała prawda o współlokatorach.
A jaki typ prezentuje autorka?
A gdzie normalnie ludzie?
Dlaczego skupiłaś się tylko na wadach?
Są też normalnie współlokatorzy…
Bez przesady.
Wszyscy mamy swoje wady, ale mamy znacznie więcej zalet niż Ci się wydaje.
Chyba masz “parcie” na pisanie.
Na zabłyśnięcie intelektem…
Ale następnym razem uwzględnij też normalnych ludzi, z którymi mieszkanie do przyjemność…
Mam kilkuletnie doświadczenie w pisaniu i dla mnie nie do przyjęcia jest taki zawężony pogląd na sytuację.
Zmień styl pisania koniecznie, bo nie wróżę przyszłości…
Dla mnie 5 na 10, bo brakuje połowy tekstu…
E tam, Lena, za bardzo się emocjonujesz :p mniej agresji, więcej humoru. Przecież to nie jest poważny tekst publicystyczny i pewnie nie miał taki być. A może autorka ma tylko złe zdanie o współlokatorach i tak o nich pisze. Przecież nie trzeba być bezstronnym i zawsze pokazywać dwie strony medalu. Mi tam się nawet podoba
Tylko trzeba do tego podejść ze spokojem, Leno
Lena, nie wiem, na jakiej podstawie wnioskujesz, o “parciu” na pisanie, czy o “chęci zabłyśnięcia intelektem”. Byłabym bardzo wdzięczna za rozwinięcie tej kwestii, bo muszę przyznać, że mnie to rozbawiło.
Faktycznie chyba podeszłaś do tego odrobinę zbyt poważnie. Uważam tak, jak Paulina, że nie koniecznie zawsze trzeba pokazywać i pozytywy i negatywy, ale można skupić się na jednym aspekcie. Dla mnie pisanie o tych ludziach “z którymi mieszkanie to przyjemność” wydało się po prostu nudne i pozbawione sensu.
Oczywiście szanuję odmienne od mojego zdanie, ale w Twoim przypadku zabrakło mi argumentów.
Swojej przyszłości absolutnie nie wiążę z pisaniem, robię to całkowicie amatorsko, więc bardzo możliwe, Leno, że Twoja przepowiednia sprawdzi się.
Jeśli faktycznie miał być to zabawny tekst to powinno się
to właśnie napisać:
Negatywnie i a mogłoby być tak pięknie…;)
I wtedy fajnie by wyszło:)
Ja jednak lubię szerszą perspektywę sytuacji…
Ale przecież inteligentne i pewne siebie osoby potrafią przyjąć krytykę prawda?
Z tekstem tak jest zawsze napiszę się, a potem ktoś musi się przyczepić…Tym razem ja:)
Nie jestem agresywną osobą:)
A z mojej strony to była krytyka…
bo trzeba być krytykowanym, aby potem było lepiej…
Jeśli chce się napisać naprawdę dobry tekst to trzeba właśnie dać szansę wypowiedzenia się JURY…
wtedy wychodzą ciekawe pomysły…
A mnie się bardzo podoba
Jest humor, język prosty, czyta się przyjemnie
Wg mnie nie ma konieczności przedstawiania sprawy z dwóch różnych stron… i nie uważam, że czyniłoby to artykuł ciekwaszym- wręcz przeciwnie… Jeśli ktoś ma takie doświadczenie, to dlaczego ma wplatać w to jakieś pozytywy? Cały artykuł stracił by swój urok.
Bo wyszło wszyscy są źli z nikim nie mieszkaj?
Bez przesady każdemy należy się krytyka.
A ja nie czuje tego humoru.
Brak logicznego myślenia:)
Trzeba się bowiem zastanowić nad wynikiem takiego artykułu: Co ludzie sobie pomyślą, jak to przeczytają?
Jaki będzie wniosek ogólny…
Coś takiego się nadaje? Hmmm…Na blog? Ale nie na artykuł:) bo to subiektywne spojrzenie autorski, a gdzie obiektywizm pisarza…
Dokładnie. Swoje doświadczenia opisuje się w pamiętniku. Artykuł powinien być obiektywnym spojrzeniem na temat. Tak teraz wszyscy chcą być zabawni, ale nie wszystkim wychodzi.
A jak usłyszą krytykę to się oburzają:)
A człowiek chce jeszcze pomóc:)
Ależ ja się nie oburzam. Broń Boże. Tylko nie rozumiem, dlaczego “pisarz” musi być obiektywny.
“Trzeba się bowiem zastanowić nad wynikiem takiego artykułu: Co ludzie sobie pomyślą, jak to przeczytają?” – jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby pisząc zastanawiać się “co ludzie powiedzą?” i “czy komuś się to spodoba?”
Tekst celowo napisany został subiektywnie, według mnie to lepsze, niż nudny obiektywizm i już.
Poza tym wybrałam typy najbardziej charakterystyczne, z którymi miałam “przyjemność” obcować. Nie widzę logicznego sensu w pisaniu o czymś, o czym nie mam pojęcia, prawda?