To co się dzieje, nie zawsze jest przypadkiem…
Napisany Maj 28, 2010 przez admin
Często zastanawiamy się czy Ktoś kieruje naszym losem, czy osoby, które poznajemy oraz miejsca w których jesteśmy mają znaczenie w dalszej przyszłości. Wydaje mi się, że większość wyżej wymienionych sytuacji ma wpływ na to co będzie działo się później. Opowiem Wam historię, która mi się przydarzyła jakiś czas temu.
Na początku roku zapoznałam się przez Internet z pewnym chłopakiem, spotkaliśmy się aż jeden raz, po czym utrzymywaliśmy sporadyczny kontakt głównie na gg i przez telefon. Pod koniec roku na portalu, gdzie się poznaliśmy dostałam wiadomość od jakieś dziewczyny, która pytała się czy wiem co się działo ostatnio z Kamilem X., Kamil zginął wczoraj w wypadku samochodowym. Nazwisko nic mi nie mówiło, ale po loginie wiedziałam, że chodzi właśnie o tego a nie innego Kamila. Spytałam się tej jaj (jak się okazało – kuzynki Kamila), dlaczego napisała akurat do mnie, skoro od dłuższego czasu nie miałam z nim kontaktu? Pisała do wszystkich znajomych Kamila, których miał zaznaczonych, że zna ich z reala. Weszłam na jego profil. Widziałam, że laski piszą ‘odezwij się do mnie’ itp., więc stwierdziłam, że napiszę ’szkoda, że już Cię nie ma wśród nas
…’ czy coś takiego.
Dwa tygodnie później na gg dostaję wiadomość od kolejnej dziewczyny-tym razem z Częstochowy (Kamil mieszkał w Łodzi, pracował w Warszawie). Pytała się, co znaczy wiadomość, którą umieściłam na jego profilu? Przedstawiła się, że jest jego dziewczyną, że był u niej dwa tygodnie temu, a po kilku dniach przestał się odzywać, telefon miał wyłączony, a kontaktu do jego domu nie ma. I tak musiałam ją delikatnie poinformować o zaistniałej sytuacji, pamiętam że rozmawiałyśmy do 3-4 nad ranem przez kilka dni. Opowiadała mi jak był u niej dwa dni przed wypadkiem, jaki był (obie wiedziałyśmy, że bardzo cierpiał po rozstaniu rodziców i rzadko mówił o tym co tak naprawdę czuje, ciężko było do niego dotrzeć, choć był bardzo wartościowym chłopakiem). Pisałyśmy, ona płakała. Gdy poszła do kościoła lub położyła się spać, rozmawiałam z jej mamą, która dziękowała mi za wsparcie i prosiła o pomoc. Dziewczyna ta poprosiła mnie o pomoc w skontaktowaniu się z jego tatą. Była u niego może 2 razy, ale nie znała adresu – zawsze przyjeżdżała z nim. Ja znałam jedynie ulicę, kiedyś wspomniał o tym podczas rozmowy na gg.
Udało jej się zdobyć numer telefonu na informacji. Miała do mnie jeszcze jedną prośbę….. bym pojechała z nią do jego taty i na cmentarz, bo sama nie da rady, poza tym nie zna Łodzi. Zgodziłam się, choć sytuacja była co najmniej dziwna i trudna. Kilka dni później na Dworcu Fabrycznym w Łodzi spotkały się pierwszy raz trzy obce dla siebie dziewczyny: dziewczyna i kuzynka zmarłego oraz znajoma – ja. Przeszłyśmy się ‘kawałek’ na cmentarz, był koniec listopada, pogoda adekwatna do sytuacji: lekki jesienny wiatr, co jakiś czas padał deszcz. Kupiłyśmy kwiaty i znicze. Przy grobie stał ojciec Kamila. Dziewczyna z Częstochowy (Edyta) cała drżała jak tam szłyśmy, pomimo iż niewiele miałam wspólnego z tymi ludźmi czułam się łącznikiem w tej sytuacji. Przywitałyśmy się, pomodliłyśmy, porozmawialiśmy, po czym dostałyśmy zaproszenie na obiad do taty Kamila. W tym momencie stwierdziłam, że moja osoba jest raczej zbędna, przecież niewiele wiem i znalazłam się całkiem przypadkiem w zaistniałej sytuacji, ale moi towarzysze stwierdzili, że miło by im było jeśli i ja pójdę z nimi. Zostałyśmy bardzo mile ugoszczone (nawet wino było do obiadu), jak w przysłowiu ‘czym chata bogata’, choć w domu się nie przelewało. Wśród obcych nam ludzi czuliśmy się, jakbyśmy znali się już jakiś czas. Powspominaliśmy zmarłego, po czym odwieźliśmy przyjezdną na dworzec. I tak minął pełen przeżyć dzień.
Gdyby nie fakt, że kiedyś spotkałam się z Kamilem, najprawdopodobniej Edyta nie dowiedziałaby się co się wydarzyło. Gdyby nie pewne drobne akcenty jak odznaczenie ‘znajomy/a z reala’ czy podanie nazwy ulicy wydarzenie, które miało miejsce, nigdy by się nie zdarzyło…
Czasem warto się zastanowić czy pewne kontakty, miejsca gdzie się znajdujemy nie warto zapamiętać, nigdy nie wiadomo co nas spotka jutro…
Autorka: anidia
Podobne artykuły
Brak podobnych wpisów.
Komentarze (2)

Subskrybuj:
Tekst ciekawy, ale, wybacz, te wytłumaczenia trochę naciągane. Gdybyś nie spotkała się z Kamilem, Edyta na pewno dowiedziałaby się o tym, co się stało, ale po prostu od kogoś innego. Wątek z ulicą – jeśli kuzynka nie znała ulicy, zawsze mogła zapytać kogoś ze swojej rodziny itd itp. Według mnie całe życie jest splotem wielu różnych przypadków, nie wydaje mi się, żeby ktoś nad tym czuwał. I oczywiście, każda, nawet najdrobniejsza zmiana jest w stanie zmienić całą przyszłość. Ale w Twoim tekście tego nie zobaczyłam.
Problem w tym, że Kamil pochodził z Łodzi, pracował w Warszawie, a Edyta jest z Częstochowy. Głównie on jeździł do niej, sam nie miał za wielu znajomych. Był dość skryty i mało dostępny, a ona nie znała nikogo z jego otoczenia, no może kogoś poznała, ale nie miała kontaktu do żadnego z jego znajomych. Nie poznała też osobiście jego ojca czy brata tzn. poznała, ale po śmierci Kamila. Kuzynka znała adres, w końcu mieszka w Łodzi, adresu nie znała Edyta, która nie zna Łodzi, była tu dwa razy samochodem z Kamilem…