Postępować według własnego sumienia? Czy być głuchym na cudze problemy?
Napisany Wrzesień 24, 2011 przez admin
Niestety coraz częściej spotykamy się z tak zwaną znieczulicą na cudze problemy czy cierpienie, coraz rzadziej gotowi jesteśmy udzielić bezinteresownej pomocy…
Niestety coraz częściej spotykamy się z tak zwaną znieczulicą na cudze problemy czy cierpienie, coraz rzadziej gotowi jesteśmy udzielić bezinteresownej pomocy osobie zaatakowanej na ulicy przez chuliganów czy zwyczajnie boimy się zadzwonić po policję w innych sytuacjach.
Problem ten dotyczy całego społeczeństwa.
Sama kiedyś miałam sytuację, w której niejeden radziłby „nie wtrącaj się”. Mieszkałam jeszcze z rodzicami w bloku trzypiętrowym, nad nami mieszkało młode małżeństwo z dwójką małych dzieci i mamą kobiety. Jej mąż był spokojnym człowiekiem, ale do czasu… gdy nie wypił alkoholu.
Tego wieczoru nie było moich rodziców w domu i zaprosiłam do siebie kilka koleżanek na babski wieczór. Siedziałyśmy sobie i gadałyśmy, włączyłyśmy sobie jakiś film, aby leciało coś w tle. Nagle rozległ się przeraźliwie głośny trzask, jakby zamykanych drzwi, a później słychać było krzyki obu kobiet i płacz dzieci.
„Pijany ojciec wrócił do domu” – powiedziałam na głos. Jedna z koleżanek powiedziała, że powinnyśmy dać telewizor ciszej i uważnie przysłuchiwać, czy nie dzieje się tam na górze komuś krzywda. Inna odparła, że to bez sensu i że to nie nasza sprawa. Ja jednak poszłam za radą Ani i chwilę później przysłuchiwałyśmy się okropnej awanturze…
Słychać było nie tylko wrzaski, ale również jakieś huki, kojarzące się z rzucaniem ciężkimi przedmiotami, przesuwaniem mebli i trzaskaniem drzwiami. Byłyśmy przerażone słysząc również między tym wszystkim płacz dzieci!
Matka młodej kobiety próbowała chyba jakoś przerwać awanturę, ale mężczyzna prawdopodobnie ją uderzył, bo zamilkła, a jej córka wrzasnęła „i coś ty narobił”, po czym słychać było również jej histeryczny płacz.
Postanowiłam zadzwonić po policję, bałyśmy się, że i dzieciom może się coś stać. Nigdy wcześniej nie słyszałam aż tak przerażającej kłótni. Owszem, młodzi kłócili się nie raz, jednak nie aż do tego stopnia…
Zadzwoniłyśmy więc po policję i już po kilku minutach pojawił się patrol. Zabrali mężczyznę na komisariat.
Kto wie, co stałoby się, gdyby nie ten telefon. A ilu z nas zdecydowałoby się go wykonać? Sądzę, że znalazłoby się wiele osób, które wolałyby nie wtrącać się w nieswoje sprawy. Powodem najprawdopodobniej byłby strach, a może myśl, że sąsiad wytrzeźwieje i dowie się, że to ja zadzwoniłem – i co wtedy? Do tego dochodzi zawsze ta pewność – „i tak będą razem, on będzie ją lał, a ona i tak nie odejdzie…”.
Jestem przeciwnego zdania! Nigdy właśnie NIE WIADOMO! Zresztą, nawet, jeśli kobieta nadal będzie mieszkać z takim człowiekiem, to wcale nie uprawnia nas do znieczulicy i braku jakiejkolwiek reakcji…
Wiem, że zdania na ten temat są podzielone… Po co dzwonić! Po co się wtrącać…
Ja jednak wolę działać według własnego sumienia. I tak było również za tamtym razem. Ja też się bałam. Były momenty, że się wahałam. Ale płacz dzieci i mojej sąsiadki nie dałyby mi spokoju… Wykonałam anonimowy telefon – bo tak też można przecież! I do dziś nikt nie dowiedział się, że to ja z moimi koleżankami wezwałyśmy policję. Bałam się, że będzie inaczej, że sąsiadka przyjdzie i będzie miała pretensje, bo nie prosiła o pomoc. Rozmawiałam później o tym, z moim przyjacielem. Powiedział, że może niepotrzebnie dzwoniłam! Najgorsze, że wielu ludzi powiedziałoby to samo! Ale przecież być może dzięki takiej reakcji nie doszło do tragedii… Uważam, że postąpiłam słusznie i że każdy z nas powinien w takich sytuacjach pomóc na tyle, na ile jest to możliwe, a nie zamykać się na innych.
Podobne artykuły
Brak podobnych wpisów.

Subskrybuj: