Kara za grzechy???

Napisany Kwiecień 12, 2011 przez admin

Czasami zastanawiam się, czy to, co spotkało mojego kolegę, było tylko nieszczęśliwym wypadkiem, czy może wręcz odwrotnie???
Zanim dojdę do sedna sprawy, opowiem pokrótce o nim, o czasach podstawówki, które przyszło nam razem przeżyć.

Adam był jednym z czterech chłopców w mojej 14- osobowej klasie. Wyróżniał się na tle swoich kolegów. Nie tylko dlatego, że pochodził z zamożniejszej rodziny i był lepiej ubrany, po prostu był bardzo żywym dzieckiem, wszędzie go było pełno. Pozostali chłopcy wpatrywali się w niego jak w obrazek, naśladowali, chcieli być przez niego lubiani i zauważani. A dziewczyny??? wszystkie po cichu czekały, aż Adam do nich zagada, uśmiechnie się, wyśle na lekcji tajemniczy liścik.
Adam niestety czuł tą swoją wyższość nad innymi i potrafił to wykorzystywać. Chłopcy byli na jego posyłki, mogli zrobić wszystko, byleby tylko móc po szkole zagrać z Adamem w piłkę lub wybrać się na rower.
Do dziś zastanawiam się, dlaczego on tak postępował z kolegami? Faktem jest, że był bardzo rozpieszczony przez rodziców, miał wszystko co dusza zapragnie. Pewnie z racji tego, że był jedynakiem. Nigdy jednak nie pogodziłam się z tym, jak traktował dzieci biedniejsze, gorzej ubrane, czy te słabo uczące się. Podobnie było ze starszymi osobami. Potrafił wyzwać, wyśmiać i obrzucić kamieniami staruszka, idącego ulicą o kulach.
Nie wiem dlaczego nigdy nie zwróciłam mu uwagi, że źle postępuje. Może po prostu  sama nie chciałam oberwać kamieniem….  Pamiętam tylko, że zawsze w takich sytuacjach mówiłam sobie w myślach: „Ty też kiedyś będziesz stary, być może ciężko chory, ciekawe czy wtedy będzie Ci do śmiechu”?!
Może to okrutne, ale w głębi duszy chciałam, aby kiedyś choć raz ktoś go poniżył w taki sam sposób.
Minęło sześć lat szkoły podstawowej. Adama widywałam już bardzo rzadko, gdyż poszliśmy do różnych gimnazjów. Tylko dlatego, że mieszkaliśmy w jednej miejscowości mogłam od czasu do czasu spotkać go na ulicy. Jednak wcale ze sobą nie rozmawialiśmy. Relacje między nami popsuły się jeszcze w podstawówce i już nigdy potem nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa. Zresztą na  mnie także zaczął patrzeć z pogardą, więc i o czym ja miałam z nim rozmawiać.
Po trzech latach nasze drogi zeszły się do tego samego liceum. Nie chodziliśmy do jednej klasy, mijaliśmy się tylko na szkolnym korytarzu. Z obserwacji mogłam wywnioskować, że charakter i postępowania mojego dawnego kolegi niewiele się zmieniły. A miałam nadzieję, że  to był tylko okres takiego dziecięcego buntu.
Nie wiem, czy miał jakichś przyjaciół, kolegów. Być może tak, ale jeśli tylko takich jak w podstawówce(  podnóżków i służących) to nie ma czego zazdrościć. Tak czy inaczej, dziś to już nie ma żadnego znaczenia.
Po maturze rozpoczęłam  studia w pobliskim mieście. Adama nie widywałam już wtedy wcale, nawet żadnych plotek na jego temat nie było słychać. Aż do czasu, kiedy po dwóch latach dotarła do mnie wieść, że dostał się na studia dzienne do Wrocławia. Nie pamiętam już, co to był za kierunek. Rodzice podobno pękali z dumy. Ja tylko pomyślałam sobie: „ciekawe co do tego czasu robił”?!
Minął miesiąc, może półtora. Byłam akurat  na zajęciach na uczelni, gdy zadzwoniła do mnie kuzynka. „Stała się tragedia- zabili Adama X” ! takie słowa usłyszałam  w telefonie. Nie wierzyłam, to nie możliwe! Kolejna durna plotka puszczona przez kogoś, szukającego sensacji.
Jednak wciąż nie dawało mi to spokoju. Do końca tego dnia nie potrafiłam myśleć o niczym innym, nie mogłam się skupić na wykładach. Ciągle miałam nadzieję, że po powrocie do domu wszystko się wyjaśni i okaże nieprawdą.
Niestety! O pomyłce czy plotce nie było mowy. Wiadomość szybo rozniosła się po całej miejscowości. Wersje okoliczności, w których zginął Adam były różne. Wielu także wymyślało swoją teorię, jak i dlaczego do tego doszło.

Ja jednak nie chciałam w to wnikać i dociekać. Prawdy i tak nikt nigdy się nie dowie- nawet jego rodzice.
Cała sprawa nie docierała do mnie, aż do czasu pogrzebu. Przyszła na niego chyba cała okolica. Nigdy wcześniej nie uczestniczyłam w takim pogrzebie. Do dziś na myśl o nim przechodzą mnie dreszcze po plecach. Muszę przyznać: płakałam jak dziecko. Chyba bardziej niż wtedy, kiedy umarł mój dziadek. Ale nawet w połowie nie jestem sobie w stanie wyobrazić, co czują rodzice, gdy ktoś odbiera życie jedynemu dziecku. To przechodzi moje wszelkie pojęcie.
Czasami sobie myślę, że Adama spotkał taki los za to, jak postępował z ludźmi. I nie było mu nawet dane dożyć starości- a przecież życzyłam mu, aby i jego wyśmiało kiedyś jakieś dziecko, gdy wyrośnie mu wielki garb na plecach  i będzie „podpierał się nosem”.
Tak czy inaczej, takiego finału nie życzyłabym nawet jemu. Nawet jeśli nie był dobrym człowiekiem, to zawsze mógł coś w sobie zmienić.
Jest coś jeszcze. Odkąd Adama  już nie ma, bardzo często mi się śni. I to w bardzo pozytywny sposób. Jest  sympatyczny, życzliwy, uśmiecha się. Nie wiem jak mam interpretować te sny. Za jego  życia nigdy tak się nie zdarzało.
Może mój kolega chce mnie w ten sposób przeprosić, coś usiłuje wyjaśnić. Może chce, abym go dobrze wspominała…

Podobne artykuły

  1. Ja odpuszczam Tobie grzechy, w imie Ojca i syna

Napisz komentarz